Dobre, bo z #Bandcamp #18

Dobre, bo z #Bandcamp #18: Trzy powody, dla których musisz poznać Instant Classic

Trzy skrajnie różne przykłady, dlaczego Instant Classic to jeden z tych polskich labeli, które koniecznie trzeba obserwować. Nie tylko dlatego, że płyty wydawane pod ich szyldem są wysoko oceniane przez zagraniczne wortale muzyczne. Alchimia, So Slow, Merkabah: jazz/ambient, post punk/post hardcore, free jazz/avantgarde metal.

Nie chciałem się podpinać pod niekończącą się debatę na temat wsparcia artystów przez Ministerstwo Kultury i ustawek w rodzaju patronatu tegoż nad zespołem rockowym wykonującym „muzykę patriotyczną”, ale skoro już zacząłem… Z tym wsparciem (czy to finansowym czy organizacyjnym czy każdym innym) to jest jednak bardziej skomplikowana sprawa, niż by się mogło wydawać. Zespół, Którego Nazwy Wolałbym Nie Wymieniać to twór tak kompletnie nieznaczący, że w niedalekiej przyszłości (oby) przestanie istnieć (przynajmniej w świadomości kogokolwiek, kto zetknął się z twórczością Tworu). Oburzenie finansowaniem tylko nakręca niepotrzebną atencję wokół niego, a zapomina się, że ministerialne wsparcie ma jednak czasem sens, chociażby w przypadku tak dużych i ważnych przedsięwzięć, jak łódzki festiwal Soundedit…

Z drugiej strony: takie wytwórnie jak Instant Classic jednak nie powinny dostawać kasy „państwowej”, bo stracą w jakimś sensie wiarygodność i niezależność. Popyt na muzykę niezależną, alternatywną, niszową w Polsce rośnie, a mini i mikro labele (poza działalnościami naprawdę na skraju opłacalności) poradzą sobie znakomicie. To właśnie fani tej prawdziwej, undergroundowej alternatywy kupują płyty CD, winyle, a nawet kasety i to oni chodzą na koncerty – dla muzyki, nie ideologii. Chyba, że chodzi o Do It Yourself.

Alchimia – Aurora (2015)

Alchimia - AuroraProjekt studyjny, którego twórczość można umieścić gdzieś między ambientem/dark ambientem a jazzem. Wschodnio brzmiące motywy zanurzone w jazzowych improwizacjach, elektronicznych szumach i dyskretnych syntezatorowych plamach. Nie do końca muzyka tła, jest w niej zbyt dużo elementów przykuwających uwagę… Surowe brzmienie tego materiału dodaje wrażenie obcowania z zespołem grającym tuż obok, co ułatwia zanurzenie się w tych lekko niepokojących, oszczędnych aranżacyjnie utworach.

So Slow – Nomads (2016)

So Slow - NomadsZimny post punk-post hardcore z bardzo współczesnymi, ale i uniwersalnymi tematami w tekstach. Krótkie, zwarte kawałki z potężną hardcore’ową mocą, ale i powiewem cold wave’u (Rzeczy, które wymykają się z rąk). Dwie długie, rozbudowane, powoli rozrastające się kompozycje. Trans i rytmiczne melorecytacje (Źle sformułowane pytania). Na swój sposób bardzo progresywna płyta z nieoczywistą, inteligentną muzyką. Nie jest to album po prostu „gitarowy”, elektronika pełni równoważną rolę w budowaniu dramaturgii.

Merkabah – Million Miles (2017)

Merkabah - Million MilesZ niecierpliwością czekałem na drugi album Merkabah. Ten zespół to wyjątkowe zjawisko na polskiej scenie. Prawdziwa jazzowo-metalowa awangarda, a nie tylko marketingowe czcze gadanie. Nie ma żartów. Jest gęsto i przestrzennie zarazem, ciężko i selektywnie. Szalejące saksofony współgrają ze smakowicie wyeksponowaną sekcją rytmiczną i sludge’owymi gitarami. Odjazd gwarantowany. W tym pozornym chaosie da się też nierzadko wyławiać chwytliwe, melodyjne fragmenty. Nie ma innego wyjścia, niż zapętlać ten album, żeby móc go objąć w całości i wyłapywać wszystkie elementy…