Dobre, bo z #Bandcamp #17: The Qemists, Onra, Melt Yourself Down

Pora odpocząć odrobinę od metalowych wyziewów i zerknąć w nieco lżejszą, ale nadal energetyczną i nieraz głośną muzykę. Dziś jedna płyta tegoroczna, jedna zeszłoroczna, którą przegapiłem i album sprzed 4 lat, który bardzo mi się spodobał już jakiś czas temu, ale nie było okazji o nim wspomnieć. Instrumentalny hip-hop, drum and bass i afrobeat we współczesnej interpretacji: Onra, The Qemists, Melt Yourself Down. Smacznego.

The Qemists – Warrior Sound (2016)

Zupełnie przeoczyłem ten album. Kawał przyjemnego, podbitego gitarowymi riffami drum and bassu. Nic wybitnego artystycznie, za to wybitnie rozrywkowa płyta. W sam raz dla sierot po Pendulum (choć panowie stosunkowo niedawno nieśmiało wznowili działalność) i mus dla fanów The Prodigy. Odrzuci za to słuchaczy nieprzyswajających mocno skompresowane brzmienia. Idealny balans między tanecznymi beatami a rockowo-metalową „nadbudową” z ogromną ilością chwytliwych rytmów i riffów. Prawdopodobnie same koncertowe killery – niestety nie miałem jeszcze przyjemności doświadczyć koncertowego wcielenia The Qemists, ale piszę się już na następny niefestiwalowy występ Brytyjczyków.

Onra – Chinoiseries (2017)

Chinoiseries pt. 3 to już szósty album francuskiego producenta i zarazem ostatnia część trylogii. Chińszczyzna zgodnie z tytułem to miks hiphopowych beatów z samplami z nagrań z chińską muzyką tradycyjną. Te 32 krótkie utwory to łącznie prawie godzinna wyprawa w świat fuzji dźwięków trzeszczących winyli, wschodnich instrumentów i zachodnich rytmów. Złożona, wieloznaczna płyta, pokazująca jak piękne może być poszukiwanie punktów wspólnych tak skrajnie różnych tradycji muzycznych. Hip hop nadal może być odkrywczy, nie tylko w mniej lub bardziej głównym nurcie (oczywiście nie ujmując nic chociażby Kendrickowi Lamarowi i jego współpracownikom).

Melt Yourself Down – Melt Yourself Down (2013)

Nigeria, lata 70. XX wieku? Nie. Londyn, 2013. Tak energetyczna, szalona płyta, pełna afrykańskiego transu to doskonały środek na jesienną chandrę i powinna być dostępna w aptekach zamiast doraźnych leków na przeziębienie. Ogień na dwa saksofony, perkusję, perkusjonalia, bas i wokal, a wszystko podlane lekkim elektronicznym sosem i znakomicie wyprodukowane. Klarowne, selektywne, a przy tym gęste brzmienie. Do kompletu dorzucam ruchome obrazki ilustrujące Fix My Life, kawałek otwierający ten porywający debiut.

Za odnalezienie Onra dziękuję Katarzynie, a za Melt Yourself Down – Julii. 🖤