Niechęć – Niechęć (2016)


Warszawska Niechęć powraca po 4 latach z drugim albumem. Właściwie jest to trzeci album zespołu – “poprzednia” druga płyta poszła do kosza. Pamiętam, że muzycy grali jej fragmenty na łódzkim koncercie w sierpniu zeszłego roku. Podobno miała mieć tytuł 
Dziewczyny tego nie chwycą… Skończyło się na płycie self-titled nagranej od zera.

Jazz rock, jazz fusion, szeroko pojęta muzyka improwizowana i odświeżone, jakby mniej duszne w porównaniu do debiutu brzmienie. Odniosłem też wrażenie, że na sequelu Śmierci w miękkim futerku Niechęć gra teraz trochę bardziej rockowo – takich momentów jak w Echotonach raczej do tej pory nie było. Metanol z transowo powtarzaną linią gitarowo-klawiszową jest fajnie przełamany wejściem połamanej saksofonowej solówki. Saksofon w Krwi gra jeden z najbardziej chwytliwych, krótkich motywów – duży kontrast dynamiczny w porównaniu do spokojnego podkładu sprawia, że ten fragment od razu zostaje w głowie. To w ogóle od początku był mój ulubiony instrument w składzie Niechęci. Swoją drogą – te ilustracyjno-abstrakcyjne tytuły utworów zawsze kojarzyły mi się z inną polską formacją z podobnych kręgów muzycznych, Jazzpospolitą (w której gra poprzedni basista Niechęci – tak w ramach ciekawostki). Skoro już przy basie jestem: w Ataku wyjątkowo wyraźnie linia basu dodaje kompozycji rockowej motoryczności – to być może efekt zmiany na stanowisku basisty. W najdłuższym na krążku Trzeba to zrobić pulsujący bas w podobny sposób nakręca drugą część utworu. Bardzo smacznie pod tym względem jest też w mocno gitarowym Srebrnym strzale – utworze bonusowym dostępnym dla zamawiających Niechęć w preorderze (wyjątkowo korzystna wartość dodana, przyznaję).Reasumując: jest jaśniej, przejrzyściej, zupełnie tak, jakby okładki płyt Niechęci miały sugerować ciężar ich zawartości. Dymu papierosowego brak, do klubu wpadło trochę świeżego powietrza, muzycy zebrali siły i to wszystko słychać w tych 8-9 utworach. Mocno wypatrywałem tej płyty na horyzoncie i zdecydowanie się nie zawiodłem, choć… Może troszkę tęsknię za tą gęstą atmosferą z debiutu.