Warbell – Havoc (2015)


Debiutancki album jeleniogórskiej grupy Warbell  –
Havoc – ukazał się na początku grudnia. Na pierwszy rzut oka – ot, znowu jakaś młoda kapela wydała płytę. Przy Warbell warto jednak zatrzymać się dłużej – nie dość, że grają melodyjny death metal (gdy po szybkim przeglądzie internetów wychodzi, że modniej byłoby grać teraz black, ewentualnie mocny, techniczny death), to mają frontwoman. To w zdominowanym przez facetów świecie metalu wciąż rzadkość…

Warbell
(materiały zespołu)

Może to brzydko zaczynać od wad rzucających się w uszy po pierwszym przesłuchaniu, ale miejmy to już za sobą. Havoc jak na debiutancką płytę młodego zespołu brzmi całkiem w porządku. Po dłuższym wsłuchiwaniu się w materiał drażni jednak stłumiony, przesunięty w miksie wokal, a razem z nim solowe partie gitar, ustępujące rytmicznym. Brakuje trochę górek. Na tym skończę marudzenie – po prostu troszkę szkoda, że całkiem imponujące (na ile jestem w stanie ocenić) umiejętności wokalne Karoliny Gigi Więcek są niezbyt fajnie schowane za niedoskonałościami pierwszego “poważnego” nagrania studyjnego.

Jak na melodeath przystało, możemy się też spodziewać dwóch trochę sprzecznych rzeczy i je dostajemy: dużo melodii i równie dużo wtórności, choć ani jedno, ani drugie nie musi być odebrane pejoratywnie. Chwytliwe, melodyjne kawałki wygrowlowane przez Gigi, okraszone (niestety) schowanymi partiami klawiszy. Nie odkrywają Ameryki, ale w sumie nie o to chodzi, prawda? Przynajmniej śmiem twierdzić, że Warbell obowiązuje jeszcze taryfa ulgowa. Rozkręcą się, zagrają kolejne kilkadziesiąt koncertów, to z pewnością rozwiną również skrzydła kompozytorsko-aranżerskie. Tymczasem na Havoc jest co najmniej przyzwoicie, a bywa, że naprawdę nośnie i przebojowo – jak w utworze tytułowy, Through the City of Darkness czy Distanced (świetnie brzmiąca, prosta motoryka – fajnie kopie! – to chyba mój ulubiony numer z Havoc). Czysty wokal w Black Screens przełamany growlem to też jeden z ciekawszych momentów płyty.

Reasumując: Warbell mają duuużo potencjału i mam nadzieję, że go nie zmarnują, a kolejne nagrania powalą na kolana brzmieniem. Trzymam kciuki – również za to, żeby zdobywali publiczność na koncertach.