Duff McKagan – Sex, drugs & rock n’ roll… i inne kłamstwa

Tytuły polskich tłumaczeń zagranicznych książek czasem tak bardzo odbiegają od oryginalnych, że ciężko na pierwszy rzut oka stwierdzić, że są przypisane do tego samego dzieła. Autobiografia Duffa McKagana zamiast seksu, prochów i rockandrolla ma w tytule It’s So Easy – od piosenki legendarnych Guns n’ Roses. Po polsku wyszło zupełnie inaczej: etosowe hasło rockmanów na okładce przykuwa wzrok, a z dodatkową wzmianką: “wstrząsająca autobiografia basisty Guns n’ Roses” raczej bawi niż szokuje. Mimo to, jeśli pomogło to w promocji – wszystko gra. Głównie dlatego, że pisarski debiut McKagana (pomijając krótsze formy – głównie felietony) to pozycja w przyjemny sposób zaskakująca – barwnym językiem, ilością detali, humorem szczerością autora i jego lekkim piórem. W Polsce książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN.

Książka, w dużym skrócie, odpowiada na pytanie “Jak to, u licha, możliwe, że ten facet jeszcze żyje?!”. Po hektolitrach alkoholu, ilości wciągniętych kresek kokainy i “genialnych” pomysłach w rodzaju łączenia tego narkotyku z napojami wyskokowymi (bo wtedy można według autora przyjąć więcej koki) Duff powinien już od dawna współtworzyć jedną z supergrup w zaświatach. Okazało się jednak, że to chyba najbardziej inteligentny i zwyczajnie najmądrzejszy członek Gunsów i w porę poszedł po rozum do głowy… Oczywiście musiał otrzeć się o śmierć, zanim do tego doszło. Do tego momentu autobiografia muzyka to raczej kliszowa historia rockmana, który przeszedł coś w rodzaju nawrócenia – później robi się mniej konwencjonalnie. W przypadku McKagana uzdrawiającą moc miał (i pewnie nadal ma) sport – kolarstwo, a później sztuki walki. Cierpienie fizyczne po ogromnym wysiłku na treningach przyniosło mu wybawienie od nielegalnych substancji… To wszystko brzmi pewnie dość banalnie i górnolotnie, ale wbrew pozorom bardzo motywująco i zdecydowanie bardziej przekonująco niż jałowe prelekcje modnych ostatnio trenerów rozwoju osobistego z wyssanymi z palca poradami. Poza tym – przeżycia autora są na pewno bardziej uniwersalne – przy dobrych chęciach, samozaparciu i wsparciu przyjaciół (i trenerów, jak to było u Duffa) mają więcej sensu niż inne metody. Oprócz sportu elementem pomagającym muzykowi w utrzymaniu życiowej równowagi był powrót do kształcenia się – chyba niewiele gwiazd rocka może pochwalić się dyplomem ekonomisty. Można w związku z powyższym potraktować autobiografię McKagana jako brutalnie szczere wyznanie narkomana i alkoholika, który zwyczajnie opisuje swoją drogę, nie bawiąc się w kaznodzieję czy coacha. Wnioski zostawia czytelnikowi.Pomijając czysto autobiograficzne wątki, McKagan całkiem ciekawie opowiada też o kulisach sławy gwiazd rocka – wielomiesięczne, wyczerpujące trasy, zamieszki podczas koncertów GnR (zdarzało się, że tragiczne w skutkach), pokusy czyhające na muzyków, świat wielkich wytwórni i managerów okradających zespoły. Z jednej strony gwiazdorskie życie miało być tym, o czym marzył, z drugiej okazało się większym piekłem, niż przypuszczał. Przy okazji do tych części książki mam największe zastrzeżenie – interesujący zabieg retrospekcji byłby naprawdę udany, gdyby efekt nie był miejscami dość chaotyczny.

Mimo drobnych niedociągnięć Sex, drugs & rock n’ roll… i inne kłamstwa to pozycja obowiązkowa dla fanów rocka, nawet tych nieprzepadających za muzyką GnR (jak wiadomo, ich twórczość ma mniej więcej tylu wielbicieli, co “hejterów”). Kawał przyjemnie napisanej biografii, która w dodatku pełni rolę swego rodzaju motywatora. Wielu nowych faktów może nie przynosi, za to pozytywnej energii – całą masę.