Wideo*3: Grave Pleasures, Myrkur, Nothing

Zbliża się jesień, więc trzeba troszkę ochłodzić klimat muzyczny. Post punk, black metal i cover jednej z najbardziej depresyjnych piosenek Nirvany. Do takiego zestawu załączam klimatyczne obrazy ilustrujące muzykę.

.

Grave Pleasures  – New Hip Moon

Nowy-stary zespół – założony w Finlandii przez Brytyjczyka Mata McNerneya Beastmilk po pięciu latach istnienia i przetasowaniach personalnych zmienił nazwę i… wytwórnię. Rezygnacja z małego, niezależnego labelu na rzecz “majorsa” nie musi jednak oznaczać stylistycznej wolty w stronę popowego, radiowego “plastra”. Może po prostu mało jest obecnie tak dobrych, nienachalnie przebojowych propozycji, garściami czerpiących z gotycko zabarwionego post punku? Beastmilk albumem Climax rozłożył fanów takiego grania na łopatki świetnym warsztatem wykonawczym i, po prostu… bardzo dobrymi piosenkami. Może tylko ten apokaliptyczny klimat jest mało radiowy… Ale, jak widać, Sony się przekonało do stylu Kvohsta i spółki. Pierwsza pełnowymiarowa płyta Grave PleasuresDreamcrash, ukaże się 4 września. W teledysku do New Hip Moon możemy się przyjrzeć aktualnemu składowi zespołu i dać się wciągnąć w troszkę Lynchowską, mroczną atmosferę. W czerni i bieli, oczywiście. Kolory są passé.

Myrkur – Onde Børn

Za pseudonimem Myrkur kryje się Dunka Amalie Bruun. Dziwna historia z tą panią – wzięła się w metalowym światku trochę znikąd, wcześniej nagrywając kompletnie inne rzeczy (choć całkiem fajne, przykład tutaj – klip do Siren). Zmiana stylu o 180 stopni jest w tym przypadku dość frapująca – z popu do atmosferycznego black metalu? Zimna kalkulacja? W drugą stronę byłoby to uznane za rynkowe wyrachowanie, ale tutaj… Cóż, za co najmniej kilkanaście miesięcy zapewne zobaczymy, czy należy uznać Myrkur (jej debiutancki album, M, już wyszedł) za efemeryczną ciekawostkę czy obiecujący one-woman-band (no, nie do końca…). Cała płyta, jak i promujący ją singiel Onde Børn jest zaśpiewana po duńsku. Melodyjne gitary, anielski śpiew Amalie i klimat. Klimat to tutaj słowo-klucz: bardzo skandynawski, wczesno-Ulverowy, lekko folkowy – klip tylko podkreśla tematykę związaną z siłami natury i konfrontacją człowieka z żywiołami. Nic nowego, ale rzucić okiem i uchem można, żeby samemu ocenić stopień przehajpowania.

Nothing – Something in the Way

18 kwietnia nakładem wytwórni Robotic Empire ukazała się płyta Whatever Nevermind – hołd trzynastu zespołów, złożony najpopularniejszej i najczęściej wymienianej płycie grunge’owej (aczkolwiek niesłusznie uważanej za najlepszą [choć jest w czołówce, przyznaję]). Dominują kapele, których znakiem firmowym jest mocne, gitarowe granie – sludge, stoner. Między tymi ścianami dźwięku ukryty został ambientowo-fortepianowy rodzynek. Może się narażę fanom grupy Kurta Cobaina, ale ta wersja jest co najmniej równie dobra, co oryginalna, oparta o surowe brzmienia gitary akustycznej. Interpretacja Nothing nabrała przestrzeni i jest jakby jeszcze bardziej smutna… Klip pogłębia atmosferę jesiennej depresji. (Ostrzegałem.)