#ThrowbackThursday – Lebowski – Cinematic (2010)

Lada chwila debiutowi płytowemu szczecińskiej grupy Lebowski stuknie pięć lat. Cinematic na długo zapisał się w pamięci słuchaczy, zauroczonych oryginalną, autorską wizją instrumentalnej muzyki rockowej. Połączył inspiracje jazzowe, progresywne i filmowe we frapującą całość, nazwaną przez odbiorców muzyką do nieistniejącego filmu.

Właściwie o tej płycie napisano już tak wiele (kilkaset recenzji z kilkudziesięciu krajów – i chyba żadnej negatywnej…), że ciężko byłoby naskrobać coś odkrywczego, nowego. Pozornie prosty pomysł: muzykę robi czterech świetnych instrumentalistów, ale wywodzących się z różnych muzycznych światów. Od muzyki jazzowej i improwizowanej przez rock progresywny po metal i okolice. Zderzmy potem ambitne dźwięki z filmem… Właściwie z samplami z filmów. W większości polskich, kultowych, uznanych również poza granicami Polski (nie będę zdradzał, o jakie filmy chodzi, bo zainteresowani znajdą tytuły albo przeczytają o nich w książeczce-wkładce albumowej).

Rozbudowane kompozycje, instrumentalne, z korzeniami w klasycznym rocku progresywnym, uzupełnione o strzępy dialogów z arcydzieł kinematografii dopieśćmy brzmieniowo. Wycyzelujmy każdy dźwięk. Tak, żeby słuchaczom po rozpoczęciu odtwarzania opadła szczęka do samej podłogi, szczególnie na wieść o nagrywaniu omawianego materiału w domowym studio (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić). Mało? Dobrze, to jeszcze poprośmy przyjaciela zespołu, fotografa Wiktora Franko, o oprawę graficzną albumu. Efektem jest smutno-piękna, trochę tajemnicza, bardzo urocza okładka i zdjęcia wewnątrz digipackowej wkładki, których motywem przewodnim jest czerwony, samotny, papierowy statek wykonany techniką origami. Znów: pozornie prosty pomysł i olśniewające wykonanie.

Taki zestaw został ubarwiony w dwóch utworach gościnnymi wokalizami i skrzypcami Katarzyny Dziubak z folkowej Dikandy, a w jednym – akordeonem, choć to akurat, z tego co wiem, nie jest żywy akordeon. Mimo to Encore z brzmieniami tego instrumentu i francuskojęzycznym tytułem jest najbardziej ciepłym, romantycznym i, nomen omen, francuskim fragmentem płyty. Reszta utworów utrzymana jest w nieco chłodniejszych barwach, ocieplanych jednak nieraz wzruszająco pięknymi melodiami i misternie zaaranżowanymi partiami instrumentów klawiszowych, czasem uzupełnianych ostrzejszym, gitarowym pazurem (patrz: jeden z najjaśniejszych momentów płyty, choć jest ich wiele – Aperitif For Breakfast (O.M.R.J.)).

Kwartet przygotowuje nowy, zapowiadany od dłuższego czasu album, a w międzyczasie wydał dwa single. Zarówno one, jak i Cinematic, nie są już niestety dostępne w sklepie zespołu (mam nadzieję, że to się za jakiś czas zmieni…), ale muzykę Lebowskiego można znaleźć również między innymi na Spotify. Czekam z niecierpliwością na drugi studyjny album. Oby znów się udało i kolejne dzieło szczecinian ujrzało światło dzienne.