Szczypta jazzu #4: Eskaubei i Tomek Nowak Quartet, Możdżer Danielsson Fresco

Sezon wakacyjny w pełni, więc przyda się coś odświeżającego. Dziś na chwilę wrócę do mocno nieregularnego cyklu jazzowego. Powody są dwa. Jeden zupełnie świeży: bardzo udany debiut formacji Eskaubei i Tomek Nowak Quartet i drugi, już dziesięcioletni – bardzo ważna dla mnie płyta The Time trio Możdżer Danielsson Fresco.

.

Eskaubei i Tomek Nowak Quartet – Będzie dobrze (2015)

Eskaubei i Tomek Nowak Quartet - Będzie dobrzeOprócz Kanału Audytywnego, którego historia zakończyła się już dobrych parę lat temu, i kolejnych live actów na żywo grających materiał z samplowanych płyt, nie ma chyba w Polsce zbyt wiele okazji do kontaktu z jazz rapem. Nie dyskryminuję w żadnym wypadku jazzowych sampli na płytach rapowych, ale Będzie dobrze to album wyjątkowy – od początku do końca jazzowy, skomponowany i nagrany przez kwartet Tomka Nowaka z rapem Bartka Skubisza. Żywy, zagrany głównie na trąbce, kontrabasie, perkusji i instrumentach klawiszowych (Fender Rhodes, Wurlitzer, fortepian). Muzycznie w stu procentach jazzowy, choć z dużym ekstraktem hiphopowym. Skrecze Mr Krime’a i transowo powtarzane frazy i partie sekcji rytmicznej przypominają, że to bardzo udany fusion. Przez pierwsze kilka przesłuchań wydawało mi się, że krążek się wyjątkowo dłuży, potem to wrażenie ustąpiło przestawieniu myślenia na odbiór płyty jazzowej – bo jako album rapowy to chyba faktycznie byłoby zbyt dużo materiału naraz. Każde kolejne podejście do Będzie dobrze wiąże się jednak z coraz uważniejszym słuchaniem propozycji rzeszowskiego zespołu, wciąganiem się w znakomitą grę instrumentalistów i inteligentne, pełne osobistych refleksji teksty Bartka. Wyróżniłbym kilka utworów – singlowy, tytułowy kawałek, Krok w przód z gościnnym udziałem Piotra Szmidta (Ten Typ Mes) i gitarzysty Roberta Cichego, Chłód vs. Ciepło z porywającymi partiami fortepianu Kuby Płużka i Regular Funk pt. 2 – zgodnie z tytułem, mocno funkowego. Tylko Spotkajmy się ze śpiewem Lilu odrobinę nie pasuje mi do całości, tak jakby ta piosenka (!) burzyła program płyty… Ale to chyba jedyny mankament albumu, który wciąż mi w jakiś sposób przeszkadza. Ciekaw jestem, jak te kompozycje brzmią na żywo – chętnie wybrałbym się na koncert tego składu.

Możdżer Danielsson Fresco – The Time (2005)

Możdżer Danielsson Fresco - The TimeOd wydania tego albumu Leszek Możdżer nagrał na oko kilkanaście kolejnych płyt z różnymi projektami – czy to solowymi (interpretacje dzieł Chopina i Komedy), czy z innymi muzykami – między innymi z Larsem Danielssonem i Zoharem Fresco. Wiele z nich co najmniej polubiłem, The Time jednak wydaje mi się tym albumem, który niejako na stałe przywiązał mnie do jazzu. W łagodny, czasem wręcz relaksujący sposób pokazał, że to niesamowicie porywająca swoją złożonością muzyka, zmuszająca do skupienia i zarazem dająca wiele satysfakcji słuchaczowi. Jednocześnie to bardzo rozrywkowy, a nawet… popowy materiał – jest tu mnóstwo melodii, które zostają w głowie na długo, a interpretacja Smells Like Teen Spirit Nirvany to chyba jeden z najbardziej znanych coverów tej piosenki. Svantetic Krzysztofa Komedy zagrane przez trio zachęca do zapoznania się ze starym polskim jazzem – to jeden z przykładów na to, że zjawisko “coverowania” może mieć wartość edukacyjną… Całą płytę spina podzielona na trzy części kompozycja Asta Danielssona – The Time może nie jest typowym concept albumem, ale najlepiej smakuje w całości, przesłuchany od pierwszego do ostatniego taktu. Łącznie z jajcarskim wykonaniem Suffering (wow, jazzmani też mają poczucie humoru!). Rok temu z hakiem już wspominałem tutaj o tej płycie, jednak zwyczajnie nie sposób się od niej uwolnić. Ma dla mnie dużą wartość sentymentalną i co jakiś czas muszę do niej wrócić.