Dobre, bo z #Bandcamp #8

Czerwiec był u mnie miesiącem wyjątkowej posuchy muzycznej, ale mimo to kilka interesujących rzeczy wpadło mi w ucho (albo oko) i zostało na dłużej. Część z nich w ósmym odcinku cyklu bandcampowego: tsar, Bye Bye Butterfly i Dead Factory.

.

tsar – tsar (2015)

tsar - tsarMłoda, post rockowa załoga ze Szczecina. EPka tsar to ich debiut. Całkiem udana wizytówka zespołu sprawnie poruszającego się w rejonach post rockowo-elektronicznych. Raz prezentują się od strony chwytliwej, pachnącej trochę zachodnim indie rockiem, ale na szczęście nie w jakiś nachalny, niestrawny sposób (pyre). W crown za to idą w elektronikę, opierając cały utwór na trip hopowym transie. Potrafią zagęścić gitary, jak w bones, choć jeszcze nie porywają budowaniem dramaturgii (ostatni w zestawie K/M, rozkręcający się po przydługim intro dopiero w połowie…). Będą z nich ludzie. Właściwie to już są, ale teraz jeszcze przed tsar przebijanie się przez multum innych kapel post rockowych, a z tym pewnie będzie najtrudniej.

Bye Bye Butterfly – Do Come By (2015)
Bye Bye Butterfly - Do Come ByDebiutancki album nowego projektu Oli Bilińskiej (Muzyka Końca Lata, Berjozkele, Babadag) i Daniela Pigońskiego (Polpo Motel, Der Father, ex-Pustki), łączący rozbudowane piosenki z niebanalnymi aranżacjami z tekstami inspirowanymi Boską komedią Dantego. Z takiego połączenia, serwowanego przez dwójkę muzyków tworzących skrajnie różnorodną muzykę mogło wyjść coś chaotycznego i niezgrabnego albo wciągającego i co najmniej dobrego. Wyszło na szczęście coś zdecydowanie przyciągającego uwagę i zarazem wymykającego się jednoznacznym klasyfikacjom. Eksperymentalny, ambitny pop z wpływami tak różnymi, że rozbijanie każdego z utworów na czynniki pierwsze może być równie wciągające, co skupienie się na zwyczajnym słuchaniu tych kompozycji i czerpaniu z tego przyjemności. O to nietrudno – za sprawą lekko mrocznego klimatu, urozmaiconych aranżacji i burzenia piosenkowych schematów duet z drobną pomocą dwóch muzycznych gości nagrał jedną z najciekawszych polskich płyt pierwszego półrocza.

Dead Factory – Nachtmusik (2013)
Dead Factory - NachtmusikŻeby nie było tak jasno, wesoło, przyjemnie i kolorowo, pora na coś zupełnie innego. Smakowity dark ambient z bardzo śląsko-kopalniano-industrialnym klimatem, doskonale pasujący do pochodzenia artysty tworzącego projekt, Macieja Mutwila. Okładka ilustrująca album mówi właściwie wszystko – mrok, maszyny, zanieczyszczenia, a gdzieś między tym wszystkim – wtopiony w takie środowisko człowiek. Sample z nagrań terenowych potęgują klaustrofobiczną, niepokojącą atmosferę, niskie brzmienia przytłaczają i zarazem zachęcają do wejścia w ten niezbyt przyjazny świat. Słuchając Nachtmusik na szczęście nie grozi nam kontakt z ciężkimi maszynami kopalnianymi, smogiem i pyłem, za to nietrudno o projekcje śląskiego krajobrazu… Nawet, jeśli w życiu nie widziało się Śląska na żywo.