Fisz Emade Tworzywo, Wytwórnia, Łódź, 08.05.2015

Po mniej więcej pół roku od ostatniej wizyty w łódzkiej Wytwórni bracia Waglewscy i ich Tworzywo znów odwiedzili jedno z najpopularniejszych koncertowych miejsc w Łodzi. Od premiery Mamuta, ich ostatniego albumu studyjnego, w dniu koncertu minęło siedem miesięcy. Fisz, Emade i pozostali twórcy płyty zgarnęli za nią Fryderyka, a słuchacze, w tym niżej podpisany, zdążyli trochę bardziej oswoić się z odświeżonym wizerunkiem brzmieniowym i stylistycznym Tworzywa.

Koncert w Wytwórni był nie tylko doskonałym weekendowym “starterem”, ale pozwolił mi też nieco inaczej spojrzeć na Mamuta, zaprezentowanego na scenie klubu Young Stadium Clubw całości – choć wymieszanego ze starszymi utworami projektu. Zanim jednak napiszę o występie Waglewskich i spółki, wspomnę o supporcie – był nim młody łódzki zespół Young Stadium Club (przy tej nazwie określenie “młody zespół” brzmi jak masło maślane, ale jak dotąd wszystko się zgadza). Nazwa idealnie pasuje do tego, co kapela prezentuje w swojej twórczości – to całkiem zgrabny, bardzo zachodnio brzmiący indie rock. Podczas raptem dwuletniej kariery zdążyli wydać trzy EPki, zrobić kilka teledysków, które cieszą się uznaniem internautów i współpracować z Belą Komoszyńską (Sorry Boys) i Czesławem Mozilem (Czesław Śpiewa). Nie przypadli mi zbytnio do gustu, ale muszę przyznać, że robią wrażenie profesjonalizmem. Lubią też zabawy z mocnym, wyrazistym rytmem. Ciekawe, jak wypadną na pełnowymiarowym albumie. Powodzenia!

Fisz Emade TworzywoWróćmy teraz do gwiazdy wieczoru. Fisz Emade Tworzywo zagrali zwarty, bardzo spójny zestaw utworów, opierając go w 90% na Mamucie, w związku z czym dominowały brzmienia syntezatorów i perkusji elektronicznej. Przy mojej lekkiej niechęci do małej wolty stylistycznej w nagraniach studyjnych, na żywo byłem oczarowany bogactwem elektronicznych dźwięków. Moog, Korg i inne instrumenty klawiszowe, nierzadko przesterowany bas, znakomite, mocne uderzenie Emade, wgryzająca się w ten bardzo synthpopowy klimat gitara Michała Sobolewskiego i znany od lat wokal Fisza. Żywe, ostre brzmienie basu, gitary wprowadziło coś, czego mi mocno brakowało w wielu momentach Mamuta – rockowy pazur. Ucieszyło mnie tym bardziej wykonanie Karate z prostym, korzennie rockowym riffem i delikatne, bluesujące Ślady, jak i bardziej surowa niż na płycie Wojna. Niemałe ożywienie na sali wniósł też nieco starszy kawałek – Wiosna 86 z albumu Heavi metal, z wyjątkowo zadziornym motywem klawiszowym i hałaśliwą solówką gitarową. Do tej płyty zespół wrócił jeszcze na chwilę podczas bisów, wykonując utwór tytułowy. Był też Dynamit z pierwszej płyty z Tworzywem w nazwie projektu, tym razem w mocno odmienionej, porywającej aranżacji – to bardzo udany eksperyment i chyba najlepszy, pozamamutowy, fragment koncertu. Była też bardzo beastieboysowa, tytułowa piosenka z płyty Zwierzę bez nogi i to był zdecydowanie najbardziej rockowy moment występu. Z zupełnych nowości: muzycy Tworzywa zagrali cover utworu francuskiej elektronicznej grupy Space, tworzącej przede wszystkim w latach 70. i 80. – zapewne jednej z inspiracji duetu Daft Punk. Przerwa na nasycone syntezatorowymi brzmieniami space disco z 1977 roku była intrygująca. Tak, to chyba najlepsze słowo oddające kilkuminutową, instrumentalną podróż w czasie. Oryginał poniżej.

Reasumując: miło było zobaczyć Tworzywo w nieco innym muzycznym wcieleniu niż podczas poprzedniej trasy, promującej Zwierzę bez nogi. Mniej rockowo, bardziej elektronicznie, ale cały czas przekonująco i w znakomitym wykonaniu.