#ThrowbackThursday #2 – okładki płyt: subiektywne top 10

Dziś obrazki, w dodatku statyczne! Plebiscyt Cover Awarts 2014 na Decybelach Dizajnu i ranking z Róbmy Dobrze zainspirował mnie do własnego zestawienia. Nie znajdziecie w nim jednak najlepszych okładek albumów muzycznych z ostatnich kilkunastu miesięcy, ale bardzo subiektywny wybór dziesięciu ilustracji, które właściwie same w sobie są dziełami sztuki.

Oczywiście nie segregowałem ich latami powstania, krajami, z których pochodzili (lub pochodzą) artyści, którzy nagrali płyty ozdobione wybranymi okładkami, pominąłem też najmniej ważny tutaj aspekt, czyli gatunki muzyczne. Chociaż… ciekawe, czy patrząc tylko na okładki bylibyście w stanie zgadnąć, jaka muzyka się za nimi kryje? To mogłaby być ciekawa zabawa. Spróbujcie w wolnej chwili.

Dla ułatwienia dodałem numerację, jednak gdybym miał utworzyć podobny, prywatny “ranking” za jakiś czas… prawdopodobnie zmieniłbym kolejność. I pewnie dodałbym parę pozycji, usunął kolejne kilka… Dziś jednak mogę przyjąć, że poniższe zestawienie to właśnie TE okładki. Ulubione, wywołujące we mnie najwięcej emocji, pobudzające wyobraźnię, dopowiadające lub ilustrujące treści muzyczne.

Kliknięcie w tytuł odsyła do fragmentu opisywanej płyty.

1) Budgie – Bandolier (1975)

Budgie - BandolierIlustracja autorstwa angielskiego rysownika, zmarłego w zeszłym roku Patricka Woodroffe’a. Artysta inspirował się w swoich pracach nurtem science fiction – na okładce piątego albumu walijskich klasyków hard rocka i heavy metalu widzimy wariację na temat Planety Małp. Surrealistycznie, jak prawie zawsze u Walijczyków – papużka falista to nieodłączny element grafik umieszczanych na wydawnictwach zespołu. Woodroffe jest również autorem obrazu, który znalazł się na kopercie płyty Sad Wings of Destiny Judas Priest.

2) Celtic Frost – Into the Pandemonium (1987)

Celtic Frost - Into the PandemoniumObraz na okładce drugiego albumu studyjnego szwajcarskiej legendy ekstremalnego metalu to prawa część (jej górny fragment) tryptyku Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha. Jak nietrudno się domyślić, przedstawia piekło w wyobrażeniu niderlandzkiego malarza. Mrok, ogień, chaos – zupełnie jak w muzyce z płyty, która stała się inspiracją dla wielu kapel thrashowych, deathowych, gotyckich, grindcore’owych… i tak można by jeszcze długo wymieniać. Kultowy krążek, na równi z To Mega Therion.

3) The Prodigy – Music for the Jilted Generation (1994)

The Prodigy - Music For The Jilted GenerationCiężko uwierzyć, że minęło już prawie 21 lat od premiery tego albumu. Absolutny mus dla wielbicieli współczesnej muzyki elektronicznej, pozostającej gdzieś na granicy alternatywy, rave’owego szaleństwa i punkowego buntu. Tak, ten album ma w sobie dużo z punkrockowej walki z systemem, chociaż walczy ciężkimi beatami, mroczną atmosferą i zgrzytliwymi, syntezatorowymi brzmieniami. Twarz z okładki autorstwa Stuarta Haygartha to jakby wizualizacja tego buntu.

4) Kraftwerk – Die Mensch-Maschine (1978)

Kraftwerk - Die Mensch-MaschineLudzie-maszyny, ludzie-roboty. Okładkowe zdjęcie to wynik realizacji artystycznych wizji ówczesnego składu zespołu-legendy muzyki elektronicznej, bez którego twórczości nie byłoby dzisiejszego popu, ociekającego syntetycznymi dźwiękami, kolejnych odmian techno, house i tuzinów innych gatunków i styli. Okładka autorstwa Ralfa Hüttera (jedynego członka Kraftwerk w jego składzie od początku zespołu) to nawiązanie do stylistyki prac radzieckich konstruktywistów: od wykorzystanego liternictwa przez uproszczoną kolorystykę po surowe stroje członków zespołu i ich pozbawione emocji twarze – jak na sowieckich plakatach propagandowych. Kraftwerkowy manifest muzyczno-graficzny.

5) Joy Division – Unknown Pleasures (1979)

Joy Division - Unknown PleasuresTen obrazek znają chyba wszyscy. A na pewno użytkownicy Tumblr… No dobrze, a teraz poważnie: okładkę zaprojektował Peter Saville, a samo zdjęcie, wykorzystane w ilustracji wybrał perkusista zespołu, Stephen Morris. To negatyw wykresu fal radiowych pierwszego odkrytego pulsara CP 1919 (znanego też pod nazwą PSR B1919+21). Kosmiczna ilustracja dla płyty z introwertyczną muzyką, o dusznej, klaustrofobicznej atmosferze. Paradoksalnie ten kontrast ma sens – w tekstach można odnaleźć nawiązania do rosnącego problemu wielkomiejskiej samotności (czy samotności w ogóle), a taka gwiazda… musi być dość samotna we wszechświecie, prawda?

6) Death – Spiritual Healing (1990)

Death - Spiritual HealingAutorem okładki trzeciego albumu w dyskografii Death jest Ed Repka. Malarz stworzył też ilustracje między innymi kilku płyt Megadeth, między innymi należących do kanonu thrash metalu Peace Sells… But Who’s Buying? i Rust in Peace. Fanatyzm religijny w wersji amerykańskiej, uosabiany przez telewizyjnych kaznodziejów – tak chyba najkrócej i dość trafnie można zinterpretować ten obraz.

.

7) David Bowie – “Heroes” (1977)

David Bowie - HeroesDrugi z trzech albumów Bowiego, zaliczanych do “trylogii berlińskiej”, a tak naprawdę jedyny z nich nagrany w stu procentach w Berlinie. Okładkę zdobi zdjęcie autorstwa Masayoshi Sukity, inspirowane obrazem niemieckiego malarza Ericha Heckela pt. Roquairol. Wyczerpujący materiał o albumie i okolicznościach jego powstania znajdziecie między innymi tutaj.

8) Esbjörn Svensson Trio – Leucocyte (2008)

Esbjörn Svensson Trio - LeucocyteOstatni studyjny album słynnego szwedzkiego tria jazzowego, wydany trzy miesiące po śmierci lidera, pianisty Esbjörna Svenssona. Leukocyty, krwinki białe – komórki krwi, chroniące organizm przed wirusami i bakteriami. Prostą okładkę płyty EST można uznać za typograficzne zilustrowanie właściwości leukocytów – są żywe, mogą się poruszać i “zjadać” patogeny, atakujące ciało. Symbolicznie, ale bardzo efektownie.

.

9) Aphex Twin – Come to Daddy (1997)

Aphex Twin - Come to DaddyMiał być żart, wyszło coś dużego i poważnego. Chyba najbardziej znany kawałek Richarda D. Jamesa otwiera zatytułowaną tak samo EPkę kultowego twórcy nowoczesnych odmian elektroniki. A okładka? James, James, James, James… Jak agent Smith w późniejszym Matriksie, zmultiplikowany, szyderczo śmiejący się z powagi krytyków muzycznych i oszołomionych fanów rosnącego w siłę nurtu IDM.

10) The Joy Formidable – Wolf’s Law (2013)

The Joy Formidable - Wolf's LawDruga płyta walijskiego tria rockowego, dowodzonego przez śpiewającą gitarzystkę Rhiannon “Ritzy” Bryan. Obraz zdobiący okładkę namalował Martin Wittfooth – artysta specjalizujący się w surrealistycznych ilustracjach, w których prawie zawsze głównymi postaciami są zwierzęta. Ten ilustrujący Wolf’s Law jest zarazem baśniowo piękny i w jakiś sposób niepokojąco mroczny – gdzieś, między wierszami, o ile tak można powiedzieć w przypadku dzieła malarskiego.

Dajcie znać o swoich ulubionych cover arts. Będzie zupełnie ekstra, jeśli jeszcze napiszecie, dlaczego Wam się akurat te okładki podobają. Do następnego tekstu!

1 Reply to “#ThrowbackThursday #2 – okładki płyt: subiektywne top 10”

  1. Cos mi sie wydaje ze sam zrobie cały artykuł dla magnetoffonu na ten temat 🙂 az dziwne ze z racji mojej trwającej edukacji jeszcze tego nie zrobiłem ;))

Comments are closed.