Dobre, bo z #Bandcamp #4

W czwartym odcinku cyklu bandcampowego piszę o wydawnictwach w 100% polskich, choć nie po polsku (z instrumentalnym wyjątkiem). Nowoczesnie podany, osadzony w tradycji stoner/space rock, elektroniczny album hip-hopowego producenta i indie pop prosto z Łodzi.
Ampacity – Encounter One (2013)
Ampacity - Encounter OneReceptura, według której powstała muzyka na Encounter One jest pozornie prosta: dwie gitary elektryczne, gitara basowa, bębny i klawisze: syntezator, organy Hammonda, pianino elektryczne i odrobina wokalu. Wykonanie jednak to już prawdziwa magia – na 42 minuty można za sprawą tego albumu przenieść się w czasie, w środek lat 70. XX wieku. Ampacity krążą wokół hard rocka zabarwionego stonerowym podejściem z lat 90., doprawionym lekko psychodelicznym klimatem i space rockowymi odjazdami. 19-minutowy Masters of Earth (prawie pół płyty!) to taka esencja: gitarowa zadziorność, hammondowo-syntezatorowy podkład, wokal i melodie nadające tej kompozycji czegoś w rodzaju hardrockowej “hymnowości”. NIedługo miną dwa lata od premiery Encounter One. Kto jeszcze tej płyty nie słuchał, a uważa, że lubi polską muzykę rockową (szczególnie z tych mocniejszych rejonów), ten trąba.

Daniel Drumz - Encounter OneDaniel Drumz – Untold Stories (2015)

Dziewięć utworów, 40 minut muzyki – idealnie na winyl. Przypadek? Nie – zanim album ukazał się w postaci cyfrowej, udostępnionej w Internecie (YouTube, Bandcamp), został wydany na dwóch płytach winylowych. To płyta w sam raz dla wielbicieli muzyki elektronicznej o ciepłym, analogowym brzmieniu. Daniel Drumz łączy tradycję hiphopowego samplingu z tanecznością beatów, nowoczesnymi liniami basu, brzmieniami jazzowymi i syntezatorowymi w coś bardzo “swojego”. Ponad podziałami gatunkowymi, choć w pierwszej chwili producenta z pewnością skojarzą fani polskiego rapu. Untold Stories polecam jednak, po prostu, wszystkim miłośnikom dobrej, instrumentalnej muzyki -inteligentnej i świetnie brzmiącej.

Revlovers - Revision ThingRevlovers – Revision Thing (2013)

Debiutancki album łódzkiego zespołu, wydany nieco ponad rok temu własnym sumptem. 34 minuty sprawnie wykonanego i przyjemnie brzmiącego grania w klimatach indie/synth popowych. Bardzo słoneczna muzyka, doskonale nadaje się do rozjaśniania szarych, jesiennych (choć to marzec) dni. W Revision Thing brakuje mi tylko jednego – trochę lepszej produkcji. Bez niej brzmienie jest zbyt płaskie i to rzutuje na odbiór płyty. Potencjał jednak jest, choć Revlovers musieliby “powalczyć” na rynku chociażby z Rebeką.