Charyzmatyczna gwiazda i człowiek, który nie gra koncertów. Anneke van Giersbergen i Arjen Lucassen, Blue Note, Poznań, 28.02.2015

Wyobraźcie sobie artystkę, która cokolwiek wykona na scenie klubowej, otrzymuje aplauz i wielokrotne skandowanie swojego imienia, w której talencie i charyzmie chyba wszyscy się z miejsca zakochali. Takie rzeczy potrafi niewielu muzyków, a wczoraj przekonałem się w 100%, że jednym z nich jest Anneke van Giersbergen. To jeszcze nic – obok niej wystąpił równie podziwiany i szanowany artysta, sam Arjen Anthony Lucassen – człowiek, który (prawie) nie gra koncertów.

Przez pierwsze pół godziny – tyle mniej więcej, a może ciut krócej, trwał solowy set Anneke – musiałem zbierać szczękę. Dreszcze, wzrok wlepiony w wokalistkę, słuch skupiony na jej oszałamiającym głosie. Nie wiem, jak ona to robi, ale ma dziecięco zaraźliwy śmiech, urok chyba jej z wiekiem wzrasta… Ma niesamowitą osobowość sceniczną i poza doskonałym wykonaniem potrafi zmniejszyć prawie do zera dystans między nią a publicznością. Ma przy tym ogromne poczucie humoru i zaraża optymizmem. Jak dużo pozytywnych emocji można dostać podczas jej występu nie muszę chyba pisać. Starcza go na długo.

Anneke van Giersbergen i Arjen LucassenMuzycy wciąż żartowali ze swoich drobnych potknięć na scenie, a Lucassen w dowcipny sposób tłumaczył, dlaczego nie jeździ w trasy. Fuckups to jeden z powodów… Ale gdyby ich nie było, razem z pełnymi dystansu komentarzami artysty, atmosfera nie byłaby chyba tak luźna i pełna humoru. Holender raz chyba tylko się zasmucił, gdy wspomniał o swojej fascynacji science fiction, w tym serią Star Trek, a jeden z fanów przekazał mu przykrą wiadomość o śmierci odtwórcy roli Spocka w kultowym serialu. A propos kinematografii – duet zagrał też cover Mad World, piosenki znanej między innymi z filmu Donnie Darko. Był też krótki fragment twórczości Simona i Garfunkela, The Beatles, a przede wszystkim – chóralnie odśpiewane przez publiczność – Wish You Were Here Pink Floyd. Piękne wykonanie, któremu towarzyszyło mnóstwo emocji. Do zapadających w pamięć momentów należało też wykonanie Comatose z repertuaru Ayreon i klasycznego już utworu The Gathering, Strange Machines (swoją drogą z tekstem również inspirowanym sci-fi).

Anneke van Giersbergen i Arjen LucassenOczywiście były też argumenty za graniem koncertów. Jednym z nich była właśnie Anneke ze swoim niezawodnym optymizmem, drugim i najważniejszym – uśmiech na twarzach fanów. Dawno nie słyszałem tak prostego, szczerego i pięknego Anneke van Giersbergen i Arjen Lucassenwyznania ze strony twórcy, tym bardziej tak wybitnego. Przy tym łatwo można było “zapomnieć” o geniuszu Arjena – jak już wspomniałem, facet ma taki dystans do siebie, że dopiero po jakimś czasie przypominasz sobie, że to on stoi za Ayreonem i kilkoma innymi projektami, jest multiinstrumentalistą i kompozytorem z łatwością tworzącym długie, rozbudowane i skomplikowane aranżacyjnie kompozycje…

Sobotni wieczór w poznańskim klubie Blue Note miał jedną wadę: skończył się zbyt szybko. Nawet biorąc pod uwagę podwójne bisy, niewyobrażalnie ogromny ładunek pozytywnych emocji, uśmiech nieschodzący z twarzy zadowolonych uczestników koncertu i widocznej u artystów radości z grania. Ani na chwilę nie było widać, że to ich praca. Ot, dwoje uwielbianych w Polsce twórców przyjechało uszczęśliwić łącznie kilkuset fanów.

Efekty: usatysfakcjonowani miłośnicy Anneke i Arjena, zadowoleni z występów artyści, brak specjalnie nagranych na trasę płyt w sklepiku koncertowym (zabrakło – nie przewidziano takiego zainteresowania…). I, rzecz jasna, coraz bardziej niecierpliwe oczekiwanie na The Diary The Gentle Storm – premiera albumu już niedługo.

Anneke, Arjen – dzięki!