Adre’n’Alin – Surface Tensions (2014)

11 października pisałem o muzyce Igora Szulca przy okazji Coming Out Day. Wspomniałem o nadchodzącej wtedy premierze nowego albumu… Przeoczyłem fakt, że płyta została wydana już w kwietniu zeszłego roku, na jesieni jednak ukazała się na CD. Skoro już mam w dłoniach świeżutki egzemplarz, pora na parę słów o drugim studyjnym krążku Adre’N’AlinSurface Tensions.

12 utworów, 40 minut muzyki doskonale balansującej między powagą i rozmachem akustycznego, klasycznego brzmienia fortepianu, instrumentów smyczkowych i dętych a elektroniką, w którą jest zanurzona prawie cała płyta. W pierwszym na liście Augustus syntezatorowy szum towarzyszy partii skrzypiec, potęgując efekt otaczania przez dźwięk, razem z nimi budując dramaturgię. Dobudowywane są kolejne warstwy dźwięków, by w szczytowym zagęszczeniu dynamika opadła i pojawił się głos Igora na tle mocnego, elektronicznego beatu. Z tej eksplozji bardzo tanecznej energii album płynnie przechodzi w mroczną, symfoniczną miniaturę Space, po której następuje oparty na fortepianowym motywie i partii orkiestrowej To the Deep.

Może się wydawać, że taki kontrast to szczyt kiczu – w końcu, jak już na łamach bloga niegdyś pisałem, łączenie muzyki elektronicznej z akustycznymi instrumentami bywa ryzykowne i może otrzeć się o niestrawny patos. Na Surface Tensions jednak została zachowana idealna symbioza tych dwóch światów. Adre’n’Alin zderzył je i powstała świeża jakość. Czasem ma ona posmak lekko industrialny, jakby odhumanizowany, za sprawą zimnego rytmu pod koniec To the Deep. W Presto na partię fortepianową jest nakładany rosnący, elektroniczny hałas. Innym razem jest bardzo delikatnie, zwiewnie, ale zarazem lekko niepokojąco za sprawą skrzypiec w tle – jak w Night Of Scrapes. Meth ma prosty, pulsujący rytm, przywodzący na myśl najlepsze dokonania Depeche Mode z przełomu lat 80. i 90. W The Reapers Moon za to partia fletu dodaje utworowi lekko folkowe zabarwienie.

Ciągła gra kontrastami, dynamiką, fascynującymi zestawieniami brzmień i wciąż zmieniającymi się nastrojami. Mnóstwo emocji i odcieni – od najciemniejszych, z duszną, gęstą atmosferą, po jasne, lekkie i pełne przestrzeni. Tytuł albumu doskonale to ilustruje. Napięcia powierzchniowe w przypadku tej płyty dotyczą nieustannego pozostawania muzyki Adre’n’Alin na styku dwóch, z pozoru skrajnie różnych, elementów – tanecznego rytmu i ambientowego mroku, zgrzytliwości elektroniki i naturalnych dźwięków fortepianu. Chwiejnie i różnorodnie, jak zmienne ludzkie emocje i uczucia. Piękny, treściwy album, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Polecam zaopatrzenie się w fizyczną wersję płyty – cudowne wydanie, przyjemne dla oka i rąk.