Above & Beyond – We Are All We Need (2015)

Above & Beyond od pierwszego albumu są strasznie przewidywalni. Ale to nie zarzut, bo taka przewidywalność mi odpowiada: wciąż nagrywają co najmniej dobrą muzykę. We Are All We Need to powrót z nowymi brzmieniami, paroma niespodziankami i wieloma pięknymi momentami.

Przez powrót mam na myśli pierwszy od czterech lat album elektroniczny z premierowym materiałem. W międzyczasie trio producenckie zaliczyło epizod ze stuprocentowo żywym graniem. Akustyczny projekt Above & Beyond (pod mało odkrywczym tytułem Acoustic) okazał się artystycznym sukcesem. Dla nieprzekonanych jest dodatkowym sygnałem, że Jono Grant, Tony McGuinness i Paavo Siljamäki to nie tylko znakomici producenci z własnym, rozpoznawalnym, wypracowanym przez lata stylem, ale też świetni kompozytorzy i sprawni instrumentaliści. W okrojonych z syntetycznych bitów aranżacjach uwydatnił się też ich talent do znajdowania wyjątkowych wokalistów i wokalistek. Pierwszy raz, zarówno podczas kilku koncertów w ramach projektu, jak i płyty studyjnej wydanej w ramach jego podsumowania, zaprezentował się nowy współpracownik brytyjskiego zespołu – Alex Vargas. Młody wokalista obdarzony ciepłą barwą głosu, nie tak głęboką, jak Richard Bedford, za to bardziej rockową, z lekką chrypką.

Vargas na We Are All We Need zaśpiewał w kilku utworach, w tym w singlowych Sticky Fingers i Blue Sky Action, opublikowanych już w zeszłym roku. Oba należą do tych bardziej energetycznych utworów z płyty i w obydwu wokalista wypadł rewelacyjnie. Szkoda tylko, że albumowy miks pierwszego kawałka nie jest tak udany, jak jego pełna, siedmiominutowa wersja. Mimo to, wciąż to kawał przebojowego, ciekawie brzmiącej, tanecznej elektroniki, z wyrazistym, zadziornym motywem przewodnim, skontrastowanym z łagodnym głosem Vargasa. Blue Sky Action jest prostsze i przez to nieco bardziej “dyskotekowe”, ale wśród innych, znacznie lepszych momentów krążka można na to przymknąć oko.

Ogromnie mnie ucieszył udział Zoë Johnston w kilku utworach. Jej wokal już chyba zawsze będzie kojarzył się z miękkimi brzmieniami syntezatorów, dopełnionymi czystymi brzmieniami instrumentów akustycznych, jak w wyrastającym z klasycznego intra We’re All We Need czy mocno trance’owym Fly To New York. Ok, ale to już było – teraz jest lepiej, ciekawiej, z odświeżoną, wciąż znakomitą produkcją… Zatem co jest nowego na tej płycie? Okazuje się, że akustyczny eksperyment (choć nie do końca unplugged) mocno wpłynął na twórczość Above & Beyond opartą na elektronice. Hm, na pewno na elektronice? Jeśli rzucicie okiem na 10-minutowy film, który poniżej zlinkowałem, zobaczycie, że jednak nie do końca.

No dobrze, wracając do meritum – na wydanym niecały miesiąc temu wydawnictwie pojawiły się również piosenki tylko okraszone elektroniką: Little Something (z Justine Suissa, wokalistką znaną z sideprojectu Oceanlab), Making PlansSink The Lighthouse (z A. Vargasem) i Treasure (Z. Johnston). Oszczędne aranżacje, wyeksponowane głosy wokalisty i wokalistek – to wyszło zdecydowanie najlepiej na czwartym albumie Above & Beyond. Coraz lepiej wychodzi im też łączenie dwóch, pozornie bardzo od siebie oddalonych, światów – jak w Save Me, płynnie przechodzącym od chropowatego, mocnego bitu do czystych brzmień fortepianu, by w końcu połączyć te dwa muzyczne żywioły.

Nie wypada streszczać tak pięknej i udanej płyty, więc może lepiej będzie, jak sami jej posłuchacie i przekonacie się… że było warto. Nawet, jeśli wyłuskacie z 71 minut muzyki połowę, która Was w 100% przekona.

2 Replies to “Above & Beyond – We Are All We Need (2015)”

  1. Nalezy podkreślić fakt, ze są wierni swojej muzyce jako nieliczni, którzy nie zboczyli z ścieżki w ciągu kilkunastu lat. Odkąd poznałem ich, caly czas śledzę każdą nowość 🙂

    1. Dokładnie tak. Jednocześnie nie boją się bawić muzyką, a przy tym robią to z wielką klasą i z co najmniej dobrymi sukcesami artystycznymi.

Comments are closed.