Michał Milczarek Trio – Squirrels and Butterflies (2014)

Zgodnie z tytułem jednego z utworów Pink Freud: jazz fajny jest. Debiutancki album Michał Milczarek TrioSquirrels and Butterflies – to jeden z wielu rodzimych, świeżych i zachwycających dowodów na to stwierdzenie.

.

Szczypta jazzu #3

.

Przyznam szczerze, że dawno żadna płyta mniej lub bardziej jazzowa nie wciągnęła mnie tak bardzo. Krótki, intensywny krążek warszawskiego tria to smakowity jazz fusion z bardzo rockowym brzmieniem – jego podstawą są gitary elektryczne lidera, bas i perkusja. Dopełniają je instrumenty klawiszowe, na których również gra Michał Milczarek. Poszarpane, jazzowe rytmy mieszają się z rockową dynamiką, funkową skocznością i wpływami brzmień orientalnych. I to już w pierwszym utworze na liście, razem z wsamplowanymi odgłosami morza. Kołysząco, kojąco, z masującym zmysły basem – po to, by w połowie utworu podkręcić tempo i porwać ognistą solówką gitarową. Później, po samplach z dźwiękami lotniska (tytuł kompozycji zobowiązuje), znów zmiana klimatu i solo basowe. Wylądowaliśmy po fascynującej podróży… a to dopiero początek.

Dłuższe kompozycje przeplatane są miniaturami Gibril Farishta #1-#4 o groovie, którego nie powstydziłby się żaden szanujący się producent hip-hopowy. Czasem aż brakuje w nich jakiejś porywającej rapowej nawijki z dopasowanym do podkładu flow.

Mamy też coś na kształt singla – trzyminutowy Mosquito, do którego powstał klip w konwencji na żywo w studio. Znów perkusyjny beat wciąga i nie daje spokoju, a zapamiętywalny, chwytliwy motyw sprawia, że można by nazwać ten utwór, hmm… przebojem? Skondensowana porcja połamanych rytmów, smakowicie brzmiącego basu i, przede wszystkim, partii gitary – znaku rozpoznawczego tria. Parę chwil później rockową motoryką, mocnymi riffami i hałaśliwą solówką atakuje A Handful of Needles. Dla kontrastu, bardzo klasycznie i wyciszająco wybrzmiewa Sleepless – leniwie sączącym się klawiszowym tłem i przeszkadzajkami budującymi frapujący klimat. Na koniec ponad osiem minut z Wiewiórką i Motylem – znów przyjemna zmienność i wciągająca nieprzewidywalność.

Tak mija 37 minut. Na tyle długo, by w wyczerpujący sposób opowiedzieć jakąś historię (każdy zapewne znajdzie na tej płycie jakąś własną interpretację – wszystko zależy od wyobraźni słuchacza!) i na tyle krótko, by nie znużyć i zachęcić do ponownego wciśnięcia play. Chyba nie pozostaje mi nic innego, tylko właśnie to zrobić… i czekać na koncertowe wykonanie utworów z płyty Squirrels and Butterflies w ramach trasy tria. Najbliższy koncert w Polsce – Łódź, 22 lutego, klub Szafa. Warto się wybrać, żeby poczuć te dźwięki na żywo i, rzecz jasna, poprosić o autograf. 😉