Krótko: Íslensk tónlist

Spokojnie, nie włączyło się Wam w przeglądarce automatyczne tłumaczenie na język islandzki. Íslensk tónlist = muzyka islandzka: dziś w ekspresowym tempie teleportujemy się na Islandię, by na chwilkę zanurzyć głowę w brzmieniach z tego magicznego kraju.

Islandia, zorza polarnaChyba żaden kraj nie kojarzy mi się tak bardzo z zimnem, mrozem i jednocześnie aurą baśniowości. Owszem, Norwegia, Szwecja czy Finlandia też by pasowały do tej charakterystyki, ale… Gdzie indziej elfy są powodem opóźnienia budowy autostrady? 😉

Żeby potwierdzić powyższe słowa i trochę wprowadzić Was (i przy okazji siebie – nie przesłuchałem jeszcze wszystkich ciekawych płyt stamtąd…) w klimat muzyki z Islandii i, nieraz – po islandzku – poniżej playlista na Spotify od samego Ólafura Arnaldsa. Młody producent i multiinstrumentalista na świecie znany jest przede wszystkim jako autor muzyki filmowej, ale w jego twórczości są też pokaźne fragmenty ambientowe i wpływy neoklasycyzmu.

Oprócz popularnych chyba na całym świecie Sigur Rós na liście nie ma tak oczywistych artystów, jak Björk czy GusGus. Jest za to przeurocza i delikatnie mroczna Sóley, trip hopowy Samaris i ujmująco pozytywny zespół Hjaltalín (szczególnie rozbrajająco brzmią w swoim ojczystym języku – koniecznie posłuchajcie). Jest też elektroniczny projekt Arnaldsa, Kiasmos. W tym roku ukazała się jego pierwsza pełnowymiarowa płyta.

Miłego słuchania – może, paradoksalnie, taka muzyka ogrzeje Was trochę w początkach polskiej zimy.

Photo credits: (c) Greenzowie @ Flickr