Fisz Emade Tworzywo – Mamut (2014)

Fisz Emade - Mamut (2014)

Fisz i Emade, tym razem pod szyldem Fisz Emade Tworzywo [wcześniej przede wszystkim jako Fisz Emade] wydali nową płytę. Na tym mógłby się skończyć ten tekst… Ale zawartość Mamuta nie dała mi spokoju i muszę nieco ponarzekać. Zaznaczam: nie hejtować, bo Waglewskich nadal bardzo cenię (i doceniam).

Na początek wyróżnię kilka piosenek, które uznałem za najlepsze w tym zestawie. Szczerze mówiąc mocno się przeliczyłem – jest ich aż… cztery. Z jedenastu. Na płycie Fisza, z bitami Emade. Czy to możliwe? Nadal nie dowierzam, ale jednak, stało się…
  • Pył jest pierwszym singlem z płyty. Przyznaję, w intrygujący sposób zapowiedział nowy album – choć ostatecznie nie jest jego najlepszym fragmentem. Lekkim zaskoczeniem był gościnny udział Justyny Święs, połowy duetu The Dumplings.
  • Wojna – chyba najlepszy kawałek, z gościnnym udziałem Kasi Nosowskiej. Znakomity podkład, łączący akustyczne brzmienia z syntezatorowymi. Przejmujący, zapadający w pamięć. Pewnie nie będzie wielkim hitem, ale za to zdecydowanie wyróżnia się poziomem…
  • Ślady – mocno trip hopowe, lekko jazzujące, znów z wokalami Justyny – bardzo dobry, refleksyjny utwór, choć sam tekst mimo podobnych tendencji u Fisza w przeszłości może trochę dziwić.
  • Karate – inspirowane soulem, oszczędny podkład, rodem z lat 60., z przyjemną solówką klawiszową i świetnie brzmiącą sekcją rytmiczną.

Poza tym skromnym zestawieniem dorzuciłbym Bieg – bardzo pasujący do jednej z ostatnich płyt (chyba najbardziej do Piątek 13), z tym klimatyczno-rapowym beatem, z pobrzmiewającą w tle trąbką i nawet chwytliwym refrenem.

Emade nadal trzyma poziom swoich beatów, jednak… Najlepsze podkłady na Mamucie to te mniej przesycone syntetycznymi dźwiękami. Wyjątkiem jest w zasadzie tylko tytułowy utwór – instrumentalny, z niezbyt tutaj potrzebnymi wokalizami Fisza. Marudzę, prawda? Niestety nie słyszę zbyt wielu jasnych punktów na tej płycie, inaczej więc nie mogę… Albo nie potrafię, bo mam być może zbyt wysokie wymagania względem twórczości braci Waglewskich. Takie płyty jak Piątek 13 czy nawet Heavi Metal postawiły poprzeczkę dość wysoko, pomimo słabszych fragmentów. Były jednak bardzo równe i, nawet jeśli (w przypadku drugiego z wymienionych albumów) odchodziły od rapu, to trudno uznać to za ich wadę. Na świeżym jeszcze wydawnictwie Waglewscy poszli w trochę dziwną stronę. Jest różnorodnie (jak zwykle), ale niespójnie (to już trudno wybaczyć). Są bardzo dobre piosenki, jednak jest ich jak na lekarstwo; większość kawałków to, biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania duetu, dość przeciętne utwory.

Być może dla nowych na polskiej scenie artystów taki album jak Mamut byłby znakomitym startem w muzycznej karierze, ale od Tworzywa spodziewałem się czegoś znacznie lepszego.

PS. Tutaj płyta do odsłuchania w serwisie Deezer.

PPS. W ciągu najbliższych paru dni blog na dobre wróci do życia, więc proszę nie regulować odbiorników, za chwilę dalszy ciąg programu 😉